GN 45/2019 Archiwum

Cud się wydarzył

Celem pierwszej papieskiej pielgrzymki do Polski było wielkie przebudzenie. Jan Paweł II mówił nam o prawdzie oraz o wyzwoleniu duchowym.

Polska w drugiej połowie lat 70. zeszłego stulecia była krajem niemającym przyszłości. Doświadczenie jałtańskiej zdrady i porzucenia przez Zachód było i powszechne, i w pełni uzasadnione. Stabilność systemu sowieckiego, w którego wnętrznościach – otoczona przez NRD, CSSR i ZSRR – znajdowała się PRL, gwarantowały tysiące głowic nuklearnych oraz miliony żołnierzy „bratnich armii”. I chociaż ekonomicznie oraz politycznie system był już martwy, spora część polskiego społeczeństwa – wobec braku jakiejkolwiek realnej alternatywy – podjęła decyzję o mniej lub bardziej aktywnej kolaboracji z systemem, a jeszcze większa wybrała konformizm „naszej małej stabilizacji”, a więc strategii na przetrwanie w czymś, co się nigdy nie skończy. Na niewielkich skrawkach archipelagu wolności – w bezustannie inwigilowanym Kościele czy wśród osaczonych przez cenzurę artystów – również dominowało poczucie bezwyjściowości połączone z nutą rezygnacji. Co celnie ujął w „Sztucznym oddychaniu” Stanisław Barańczak: i powiedz czemu i powiedz czy wszędzie/ i wciąż tak samo i zawsze już będzie/ nad dachy fabryk kościołów i więzień/ zapadać noc… Nikt nie odpowie Nad ziemią nad miastem/ Ponad pokojem Nad ciałem twym własnym/ głuchym spokojem i milczącym kłamstwem/ Zapada noc.

16 października 1978 r. był promykiem światła w owej nocy spowijającej obywateli PRL. Ale wydawało się wtedy, że jest to światło z dość odległej planety (w szerszych kręgach społeczeństwa kard. Wojtyła był postacią prawie nieznaną). Wybitny intelektualista Gustaw Herling-Grudziński tak oceniał wyniki konklawe: „Jeśli nie liczyć wpływu na stosunki Kościół–państwo, pontyfikat Wojtyły oznacza z polskiego punktu widzenia trzy aktywa: pogłębienia izolacji i impasu władzy komunistycznej; zmniejszenia prawdopodobieństwa sowieckiej interwencji zbrojnej; uwrażliwienia Polaków na losy wschodnich sąsiadów. To dużo, to bardzo dużo. Nie dość jednak, by oddać się słodkim marzeniom o cudzie”.

Papieska wizja

Dziewięć lat później, po trzeciej wizycie papieża, spróbowałem w krótkim tekście dokonać syntezy jego nauczania w ojczyźnie. Jerzy Turowicz po powrocie z Rzymu powiedział, że Jan Paweł II uznał, iż trafnie oddałem jego intencje. Rozpoczynałem słowami: „Podczas pierwszej – budził, drugiej – pocieszał, teraz – wymaga”.

Bo celem pielgrzymki z 1979 r. było wielkie przebudzenie. Istnieje cała szkoła myślicieli widząca w Karolu Wojtyle wielkiego romantyka, Króla-Ducha, ostatniego z wieszczów. Niewątpliwie poezja i literatura odegrały ogromną rolę w biografii Jana Pawła II, ale jest to podejście zbyt redukcjonistyczne. Niewątpliwie też papież znał na pamięć prawie całe „Wyzwolenie”, a o cytacie: „Jest tyle sił w Narodzie, jest tyle mnogo ludzi, niechże w nie Duch Twój zstąpi i śpiące niech pobudzi” miałem okazję parokrotnie z nim rozmawiać. Ten cytat z Wyspiańskiego wybornie oddaje to, czego dokonał w czerwcu 1979 r. ten najbardziej znany aktor Teatru Rapsodycznego. Trzeba być bowiem niepospolitym romantykiem, żeby w tamtej Polsce bez przyszłości, grodzonej żelazną kurtyną, Europie i w tamtym świecie, śmiertelnie przestraszonym „doktryną wzajemnego zniszczenia”, posiadać taką wizję. I trzeba mieć niepojętą siłę ducha, by taki zamiar spróbować wprowadzić w czyn. Ale wizjonerstwo i siła ducha tu nie wystarczą. Trzeba bowiem i wizję, i moc przełożyć na język katolickiej teologii oraz filozofii, które kształtowały światopogląd Wojtyły, a także na język różnych kultur i religii, z którymi – jak nikt – umiał się komunikować, na gry dyplomatyczne, nie tylko watykańskie, prowadzone symultanicznie na wielu światowych szachownicach. Trzeba też umieć z żelazną konsekwencją aplikować te wizje w najprzeróżniejszych sytuacjach i konfiguracjach religijnych, kulturowych i politycznych. Co więcej, trzeba to czynić, mając stałą świadomość o bezustannie prowadzonej dezinformacji, o grach „policji tajnych, widnych i dwupłciowych”, a także o zmiennych, często sprzecznych analizach ekspertów od kondycji społecznej i gospodarczej Polski, całego obozu sowieckiego i sytuacji globalnej.

Wyprawa w nieznane

Była to wyprawa w nieznane, w której – zarówno w świecie realnego socjalizmu, jak i kapitalizmu – istniało racjonalne przekonanie, że władze PRL zdołają przekształcić wizytę głowy Państwa Watykańskiego w swoją szansę na sukces. Z jednej strony miała to być demonstracja wolności religijnej i poszanowania praw człowieka w PRL, z drugiej zaangażowano niezwykłe, nieograniczone żadnym budżetem środki, aby papieskie przesłanie dotarło do ludzi zdeformowane i fragmentaryczne. Ogólnopolski zasięg miały jedynie wyrwane z kontekstu zdania homilii, monotonnie powtarzane przez spikerów „Dziennika Telewizyjnego”, dwie transmisje Mszy św. (ukazujące osamotnionego Jana Pawła II oraz gromadki opatulonych w chusty starszych kobiet i wybujałe topole) oraz dwa oficjalne spotkania z władzami PRL. W całej Polsce trwały natomiast blokady dróg, odwoływanie pociągów, spisywanie numerów rejestracyjnych pojazdów udających się na spotkania z papieżem (a takich spotkań było aż 54), sprawdzanie obecności w zakładach pracy oraz w szkołach. Ale była to broń kłamstwa i zastraszania. Jan Paweł II mówił o prawdzie oraz o wyzwoleniu duchowym.

Zbiorowy obowiązek

Początek był najważniejszy, bo Polska dotąd nie miała szansy poznać Karola Wojtyły. Dlatego warto się przyjrzeć pierwszym godzinom Jana Pawła na polskiej ziemi.

Już na płycie lotniska papież mówił o chrześcijańskim dziedzictwie Polski, „która należy do Europy i do ludzkości przez cały tysiącletni zrąb swoich dziejów”. Potem, po przejeździe z Okęcia do katedry, zwracając się do ludzi wszelkich zawodów i stanów, którzy „budujecie Polskę współczesną”, podkreślił, że jest to „spuścizna po pokoleniach: spuścizna niełatwa, zadanie wielkie”, a potem przywołał Norwida: „nasz polski »wielki zbiorowy obowiązek« – Ojczyzna”. Dwie godziny później, już w Belwederze, przypomniał zarządcom Polski, że „racją bytu państwa jest suwerenność społeczeństwa, narodu, ojczyzny”, rozwijając tę myśl w kontekście długiej polskiej tradycji obrony praw człowieka i odrzucając „wszelkie formy kolonializmu politycznego, gospodarczego czy kulturowego”.

Po upływie kolejnych dwóch godzin Jan Paweł z wielką mocą przywołał Ducha Świętego, by odnowił oblicze „tej ziemi”. Tchnienie Ducha było odczuwane nawet za oceanem – jak wspominał – głęboko poruszony telewizyjnym przekazem amerykański prezbiterianin Ronald Reagan.

Przywracanie proporcji

Spotkanie z młodzieżą akademicką – brutalnie upchnięte przez władze na placyk przed kościołem św. Anny, tak by większość uczestników nie mogła zobaczyć papieża – rozpoczynało się następnego dnia już o 7.00. Ale studenci maszerowali Nowym Światem na długo przed czerwcową jutrzenką. Widzialnym znakiem, że dobrze zrozumieli wczorajsze przesłanie Jana Pawła II, był szeroki na całą ulicę banner, ironiczna kopia transparentów z 1-majowych pochodów. A ponieważ był to rok 1979 i partyjna propaganda wciąż promowała obchody 35-lecia PRL, studenci napisali u góry małymi literami: „35 lat PRL”, a poniżej ogromne: „1000 lat chrześcijaństwa w Polsce”. Tak powracały proporcje.

Był to dzień Zesłania Ducha Świętego i Jan Paweł II modlił się o siedmiorakie dary dla młodych i o to, by zawsze mierzyli życie miarą sumienia, także gdy „w przyszłości będziecie lekarzami, technikami, prawnikami, profesorami”.

Parę godzin później papież był już w Gnieźnie, niesłychanie obrazowo przywołując europejską jedność obejmującą tradycję Zachodu i Wschodu, zwracając uwagę także na to, że przyjechał po to, by „wobec całego Kościoła, Europy i świata mówić o tych często zapomnianych narodach i ludach”, by „wołać wołaniem wielkim!”.

Tego dnia papież ponownie spotkał się z młodzieżą i mówił o humanistycznym, chrześcijańskim dziedzictwie kultury polskiej, „która umie stawiać wymagania, umie podtrzymywać ideały”.

Trzy motywy

Wielkie tematy symfonii papieskiej zostały więc zarysowane już na jej samym początku. Zostanie ona potem rozpisana na wiele instrumentów, dodane zostaną liczne wariacje i improwizacje, ale, jak sądzę, te trzy lejtmotywy powracają podczas całej pielgrzymki:

1. Jesteście dziedzicami wielkiej polskiej kulturowej spuścizny. Dla chrześcijan nie istnieje poczucie rezygnacji i beznadziei. Trzeba wziąć odpowiedzialność za losy Kościoła i ojczyzny.

Wspaniale wybrzmi to w finalnej homilii na Błoniach: „Proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię »Polska«, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili”.

2. Wasza odpowiedzialność rozszerza się na narody sąsiednie. Prawa człowieka i suwerenność narodów są podstawą ładu międzynarodowego.

Aluzje po temu czynił Ojciec Święty, gdy tylko dostrzegł pielgrzymów z krajów ościennych, ale szczególnie mocno temat ten powróci w przemówieniu do mieszkańców Dolnego Śląska i na terenie obozu w Auschwitz.

3. Podstawową sprawą jest formacja młodzieży. Trzeba ukazywać jej piękno chrześcijańskiego życia, wolnego od koniunkturalizmu i oportunizmu.

Jak ujął to podczas spotkania z naukowcami i studentami KUL: „Każdy człowiek, który wybiera światopogląd uczciwie, według własnego przekonania, zasługuje na szacunek. Natomiast niebezpieczny i dla Kościoła, i dla tej drugiej strony – nazwijcie ją, jak chcecie – jest człowiek, który nie wybiera ryzyka, nie wybiera wedle najgłębszych przekonań, wedle swojej wewnętrznej prawdy, tylko chce się zmieścić w jakiejś koniunkturze, chce płynąć, kierując się jakimś konformizmem… Przyszłość Polski zależy od tego, ilu będzie ludzi w ten sposób dojrzałych”.

Nawet obdarzony artystyczną wyobraźnią Gustaw Herling-Grudziński nie potrafił marzyć o cudzie. Jan Paweł II, żegnając się z władzami PRL, powiedział: „Trzeba czasem odważyć się pójść w kierunku, w którym dotąd jeszcze nikt nie poszedł” – trzeba przekraczać horyzonty. I cud się wydarzył.•

Więcej na temat I pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny w dołączonym do „Gościa” dodatku „Wielkie przebudzenie”, którego tytuł został zaczerpnięty z tekstu o. Macieja Zięby.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama